Przeprowadzka :)

Z przyczyn technicznych musiałam przenieść bloga, dlatego zapraszam na nowy adres


https://zabieganaa.wordpress.com/

(kliknij w obrazek ;) ) –>

:)

image

Do porannego biegania dołożyłam ścieżkę zdrowia :) Mam bardzo dobrą lokalizację – mieszkam blisko plaży ale w spokojnej części :)  Przy ulicy dalej znajduje się Park Uzdrowiskowy a w nim wspomniana ścieżka zdrowia. Park jest jak dla mnie odrobinę zaniedbany, ale są porobione chodniki, ścieżki rowerowe, plac zabaw a na wydmie zrobiona jest plenerowa siłownia – to jest właśnie ta ścieżka zdrowia.

image

Na wydmie porobione są ścieżki a przy nich poustawiane urządzenia do ćwiczeń. U mnie takie siłownie są zazwyczaj na placach, wszystkie urządzenia razem. Tu jest to fajnie zrobione i wydaje mi się, że urządzenia są lepszej jakości.

A wracając do biegania, to czuję w nogach bieganie po piachu :) Niby nie biegam dużo, 7-8 km. Ale zmiana nawierzchni robi swoje. Do tego baaaardzo dużo chodzę, zazwyczaj dziennie średnio kilkanaście kilometrów. Spacerujemy po plaży, brzegiem morza, to też robi swoje :) Efekt jest taki, że spodnie zaczęły mi spadać z pupy, pomimo tego, że co chwilę jestem głodna :)

Morze :)

image

Nareszcie!!! Doczekałam się :) Urlop i pobyt nad morzem, a co za tym idzie możliwość biegania brzegiem morza :)

Dziś rano od razu pognałam na plażę i pobiegłam brzegiem w stronę Orzechowa. Jak mi tego brakowało! To jest wspaniałe uczucie, gdy biegnie się brzegiem morza, plaża jest pusta. Tylko ja, plaża i morze. Niesamowite uczucie wolności, spokoju, jakby świat się zatrzymał. Daleko od hałasu, gwaru, ludzi. Tylko szum fal…

Tylko odrobinę rozczarowała mnie plaża – niestety nie jest tak ładnie jak w ubiegłym roku w Międzywodziu :( Nie mam takich warunków do biegania i widoków takich jak tam. Ale i tak cieszę się, że tu jestem :)

Chcę już na urlop!!! :)

IMG_20160515_232339

Tak sobie czytam różne wpisy z wakacji, oglądam zdjęcia pokazujące biegaczy w przeróżnych miejscach i baaardzo tęskni mi się już za moim urlopem i wyjazdem nad morze… Jednocześnie dopadła mnie niechęć do biegania po mieście. Ulice, blokowiska zupełnie nie zachęcają mnie do wyjścia na bieganie. Nawet moja trasa nad rzeką jakoś mnie nie pociąga… Chętnie całkowicie zmieniłabym otoczenie… Już niedługo się doczekam :)

Dziś pocieszyłam się  trochę bieganiem po lesie. Mała rzecz a cieszy :) Zobaczyłam przy okazji, że przy mojej ulubionej leśnej trasie była wycinka drzew i las bardzo się przerzedził :( Ale i tak lubię tam biegać :)

Domowy izotonik

image

Izotonik to napój, którego stężenie jest zbliżone do stężenia płynów w organizmie. Dzięki temu szybko się wchłania uzupełniając utracone w czasie wysiłku fizycznego minerały. Jakie jest to ważne, szczególnie w upalne dni, biegacze dobrze wiedzą ( albo wiedzieć powinni ;) )

Zamiast pić „kupne”, nafaszerowane chemią izotoniki, zachęcam do zrobienia takiego napoju samodzielnie w domu – bez sztucznych barwników i konserwantów. Oto dwa moje ulubione przepisy:

1.
łyżeczka soli
1 litr wody mineralnej niegazowanej
sok z jednej cytryny limonki lub innego owocu cytrusowego

2.
4 płaskie łyżki miodu
1 litr wody mineralnej niegazowanej
szczypta soli
sok z jednej cytryny.

Smacznego! :)

Odzież do biegania z Lidla

Ponieważ dziś w Lidlu są rzeczy biegowe, tak mnie naszło, aby napisać parę słów na temat owych rzeczy. Odzież sportowa z dyskontów ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Czy nie markowe, tanie rzeczy są złej jakości od tych firmowych?

Ja kupuję rzeczy do biegania w Lidlu. Moją ulubioną rzeczą są getry. Kupuję je, odkąd w mojej okolicy pojawił się Lidl :) Są wygodne, nie krępują ruchów, jakość wykonania jest dobra. Wyglądają też całkiem nieźle. Zakładam je nie tylko do biegania, ale też na wycieczki – przeszłam w nich trochę kilometrów w górach :)

275501_6

Obecnie nie kupuję koszulek do biegania – trenuję w tych, które dostaję na biegach. Mam ich tyle, że nowych długo nie będę kupować, przynajmniej nie z krótkim rękawem :) W ubiegłym roku kupiłam w Lidlu koszulkę na ramiączkach na upalne dni. Biegało mi się w niej dobrze, a pocę się mocno podczas aktywności fizycznej. Potem żałowałam, że nie kupiłam przynajmniej jeszcze jednej…

275498_3

Kiedyś biegałam w biustonoszu z Lidla. Spełniał swoje funkcje bardzo dobrze. Jednak model modelowi nie równy, obecnie nie mogę już trafić na taki biustonosz jak wtedy :(

Raz kupiłam buty do biegania, ale nie specjalnie przypadły mi do gustu. Były przeznaczone na deszczowe dni i błotniste ścieżki. Szybko się zniszczyły, dobiłam je podczas biegania z psami ze schroniska :) Później dostałam buty do biegania w trudnych warunkach, ale mało w nich biegałam.

Podsumowując – myślę, że warto dać szansę również tym niemarkowym rzeczom. Czasem można znaleźć prawdziwą perełkę :) Nie zawsze to co tanie jest kiepskiej jakości. A czy naprawdę drogie markowe rzeczy są niezbędne do spokojnego wieczornego truchtania?

Każdy biegacz ma swoje potrzeby, mnie na co dzień wystarczają Lidlowe getry. Wolę zainwestować w porządniejsze buty, może w porządna kurtkę. Dzisiaj w Lidlu zaopatrzyłam się w getry i koszulkę. I jestem zadowolona z zakupu :)

Ps. Tekst nie jest sponsorowany :) Przedstawia moją subiektywną opinię :)

Potwornie straszny bieg, czyli II Biegaj z Duchami Jurajskimi Ścieżkami w Żarkach

image

Jak można fajnie spędzić piątkową noc na początku lipca? Można na przykład uciekać w lesie przed duchami, straszydłami i panem z piłą mechaniczną :) O potwornie strasznym biegu słów kilka :)

Tytuł pozwoliłam sobie zapożyczyć z relacji Festiwalu Biegowego, gdyż bardzo trafnie oddaje charakter imprezy :) Ale od początku. Brałam udział w pierwszej edycji tego biegu w ubiegłym roku. Byłam zachwycona, dlatego też gdy tylko ruszyły zapisy na tegoroczny bieg od razu się zapisałam. Jednak im bliżej było biegu, tym bardziej zastanawiałam się czy dam radę. Biegam mniej niż w ubiegłym roku, w dodatku po płaskim terenie. Notorycznie powtarzające się problemy zdrowotne też nie ułatwiły mi przygotowań do biegu. Z drugiej strony pamiętając, jaka to była świetna zabawa, zastanawiałam się nad wystartowaniem w Nordic Walking. Z kijkami pojawiał się ten problem, że w 99% trasa wiedzie po asfalcie – co w nocy jest bardzo dobra opcją, jednak ja nie umiem i nie lubię chodzić z kijkami po takiej nawierzchni. W końcu dzień przed startem podjęłam decyzję, że jednak NW. Całe szczęście nie było problemów ze zmianą, za co bardzo dziękuję organizatorom.

W piątkowy wieczór zameldowałam się w Żarkach, gdzie o 22.01 wyruszyłam do lasu :) Przez pierwszy kilometr trzymałam się znajomego Marka i jego grupy znajomych ale potem nie mogłam za nimi nadążyć i tyle ich widziałam. Przez pierwsze kilometry mało było duchów i straszenia, w ubiegłym roku na tym odcinku było znacznie więcej atrakcji. Jakoś tak w miarę oswoiłam się z tym asfaltem i zaczęło mi się lepiej iść, a co za tym idzie szłam szybciej. Ku mojej satysfakcji minęłam kilka osób. Ale satysfakcje miałam jeszcze większą, gdy minęłam dwie osoby w czasie podchodzenia pod jedną z większych górek na trasie, przed 4 km. Aż byłam zaskoczona, że tak fajnie mi się szło. Potem jeszcze kogoś minęłam i jakoś tak szlak opustoszał. Widziałam kogoś kawałek przede mną, coraz słabiej słyszałam odgłosy osób idących za mną. Zrobiło się tak jakoś strasznie… :) Postanowiłam więc jak najbardziej zbliżyć się do osoby idącej przede mną. Na kolejnym podejściu udało mi się dojść blisko, a potem była Strażnica, czyli jedyny moment, gdy schodziło się z asfaltu, żeby ją obejść. Zmiana nawierzchni na taką, która o wiele bardziej mi odpowiada poskutkowała tym, że udało mi się nie tylko minąć tą osobę, ale też zostawić ją kawałek za sobą.

Koło strażnicy o mało nie dostałam zawału, gdy skupiona na drodze przestałam być czujna i nagle zza skały, którą właśnie mijałam wyskoczyła dziewczyna przebrana za ducha wrzeszcząc  wniebogłosy :) Śmiejąc się stwierdziła jeszcze, że jutro chyba będzie ją bolało gardło – no wcale się nie dziwię :D Pochowanych duchów koło strażnicy było więcej. Rozbawiona wróciłam na asfaltową ścieżkę i maszerowałam dalej. Tyle, że teraz było jeszcze straszniej, bo nie widziałam nikogo przed sobą, ktoś szedł dość daleko, czasem widziałam tylko światło czołówek. Za mną też blisko nikogo nie było. Przyznaję, że naprawdę zrobiło się strasznie. Pomimo tego, że wiedziałam iż za mną i przede mną są ludzie to jednak było jakoś tak dziwnie ;) Dookoła ciemność, drzewa, las, widziałam tylko to, co oświecała mi czołówka, słyszałam dobiegające z daleka krzyki. To wszystko spowodowało, że zaczęłam pędzić jak szalona :) I to niekoniecznie dlatego, że było z górki :)

Ponownie straszyły mnie zjawy, potwory i nie wiem co jeszcze, pogonił mnie gość z włączoną piłą mechaniczną :) Idę sobie czujnie rozglądając się dokoła. Po lewej stronie widzę, że coś rusza się między drzewami, słyszę sapanie, stękanie, ale idę spokojnie, bo widziałam co „się kroi”. A tu nagle słyszę koło siebie z prawej strony ciche „cześć” koło ucha… Kolejny stan przedzawałowy :) Oj, szłam baaardzo szybko, nawet miałam ochotę wziąć te kijki pod pachę i biec do mety :D

Jak wyszłam z lasu zobaczyłam na horyzoncie idącego przede mną znajomego Marka, który to uciekł mi po pierwszym kilometrze – cóż to znaczy dobra motywacja :D Jednak nie udało mi się go dogonić przed metą. Na mecie dostałam medal – oczywiście z duchami :) Nie czekałam na dekorację zwycięzców, gdyż mnie to nie groziło ;) A po godzinie 6 trzeba było wstać do pracy…

Podsumowując – impreza udana tak samo jak w ubiegłym roku. Widać było, że organizatorzy wyciągnęli wnioski z poprzedniej edycji – chip na bucie był znacznie wygodniejszy niż zczytywanie czytnikiem bezpośrednio z numerów. Bardzo dobrze oznaczona była też strażnica, rok temu dużo osób miało problem z tym jak tam biec i w którą stronę. Lepszej jakości numery startowe – poprzednio targały się gdy zostały zmoczone od potu. Organizacja zarówno biura zawodów jaki i trasy super.

Porównując bieg i NW po tej trasie stwierdzam, że marsz jest jednak straszniejszy :) W ubiegłym roku tylko chwilami byłam sama, zazwyczaj ktoś biegł obok, jedna lub kilka osób. I w razie potrzeby mogłam szybciej uciekać :) Maszerując było to ograniczone :) Marsz samotnie w nocy w lesie naprawdę jest straszny :)

Zabawa była świetna. Już w ubiegłym roku zachwalałam ten bieg zachęcając do startu w tej edycji. Mam nadzieję, że osoby które pod wpływem tej zachęty zdecydowały się wystartować nie żałują – ja nie żałuję :)

www

Oto mój nowy nabytek – wyciskarka, a wraz z nim kolejna porcja zdrowia w postaci soków :) Na pierwszy rzut poszła marchewka, ale pole do popisu jest ogromne :) Poniżej parę przepisów znalezionych w internecie.

SOK POPRAWIAJĄCY WITALNOŚĆ :

6 marchwi
4 duże jabłka
2 średnie łodygi selera naciowego
plaster (1 cm) imbiru do smaku
1 duża pomarańcza

Obraną marchew, pokroić na części. Jabłka pokroić, ale nie usuwać gniazd. Zamiast pomarańczy możesz użyć ananasa lub czerwonego buraka.

KOKTAJL CHLOROFILOWY :

Sok z zielonych roślin np: botwina, roszponka, szpinak, sałata, natka pietruszki, seler naciowy itp. garść na dwie porcje. Listki należy podawać pojedynczo, a na koniec dodać twardy owoc lub warzywo (np. kawałek jabłka, marchwi)
Do wyciskarki wlać wodę (500 ml), sok z zielonych roślin i jeden wybrany owoc: banan, truskawka, itp.
UWAGA! ma silne właściwości detoksykacyjne i należy pić wolno, maksymalnie 300- 400 ml. dziennie

SOK WZMACNIAJĄCY :

6 marchewek; 1 średni czerwony burak
1 łodyga selera naciowego
1 mały pęczek szczawiu
2 liście kapusty, łodygi kalafiora, brokuła lub liście gorczycy; 1 ząbek czosnku
———————-
1 kiść czerwonych winogron
2 duże jabłka
1 cała cytryna ( wcześniej obrać ze skórki )

JABŁKOWO-BURAKOWE WARIACJE :

2 większe jabłka, 3 średnie marchwie
1 średniej wielkości burak
1 duża pomarańcza ( należy obrać ze skóry )

CYTRUSOWE SZALEŃSTWO :

mały grejpfrut (lub połówka dużego)
3 średnie pomarańcze
½ limonki lub cytryny
można dodać ananasa

SOK ORZEŹWIAJĄCY :

6 dużych jabłek
1 pęczek natki pietruszki
kilka liści mięty
Wszystkie składniki należy podawać naprzemiennie.
———————–
6 dużych jabłek
1 pęczek natki pietruszki
2 łodygi selera naciowego
1 plaster imbiru

MIX Z POMARAŃCZY, MARCHWI I BURAKA :

4 pomarańcze, które wcześniej muszą być obrane ze skórek
2 niewielkie marchewki
3 średniej wielkości buraki

UWAGA !!!
Sok powinno się spożyć zaraz po wyciśnięciu lub przechować w lodówce.

SLIMFIT :

1 duży grejpfrut
3 plastry ananasa
2 duże pomarańcze
2 większe marchewki
korzeń imbiru

JESIENNY KOLAŻ :

1kg mniejszej marchwi, 1kg świeżego szpinaku, 2 większe jabłka

Pomoc Mierzona Kilometrami

www

To już czwarty sezon, kiedy Polacy dzięki udziałowi w akcji społecznej T-Mobile Pomoc Mierzona Kilometrami mogą wykazać się formą dla podopiecznych Fundacji TVN Nie jesteś sam. Do akcji może dołączyć każda osoba! Wystarczy na swój smartfon pobrać darmową aplikację Endomondo Sports Tracker i wybrać jedną z aktywności podlegających pod akcję – wędrowanie, chodzenie, fitness walking, bieganie, jazda na rowerze, kolarstwo, kolarstwo górskie, jazda na rolkach lub też sport na wózku inwalidzkim i rozpocząć zbieranie kilometrów!

Akcja rozpoczęła się 19 czerwca i potrwa do 25 września 2016 roku. Całość podzielona jest na 8 etapów, przy czym każdy etap to nowe kilometrowe wyzwanie oraz kwota na rzecz dzieci, które pomimo niepełnosprawności chcą wrócić do aktywności fizycznej! Przy pozytywnej realizacji wszystkich ośmiu wyzwań na rzecz Fundacji może trafić nawet milion złotych.


https://www.endomondo.com/challenges/29070783

Gorący dziś dzień i tak podobno ma być w najbliższym czasie. Nie lubię upałów a jeszcze bardziej biegać w takiej temperaturze, przede mną więc ciężki okres… Dzisiaj udało się wyskoczyć wieczorkiem do lasu i tam pobiegać w znośnych już warunkach. Ale jutro już nie będę miała takiej możliwości :( Nie wspomnę nawet o wtorku, kiedy to będę pędzić z pracy na mecz Polaków, a o 21 gra Hiszpania… No i biegaj tu człowieku…